Jest ciemno. Leżysz na łóżku,
patrzysz w sufit od kilku godziń. Sen nie przychodzi. Mimo że rolety w pokoju
są odsłonięte, nie widać zbyt wiele we wszechogarniającej ciemności.
Myślisz nad wszystkim. Wspominasz
wasze dobre chwile. Wspominasz piękno tamtych zachodów słońca, które
spędzaliście razem. Spoglądasz w stronę okna. Widzisz, że niebo pojaśniało.
Odrzucasz kołdrę, wsuwasz nogi w kapcie, nakładasz miękką bluzę. Wkładasz
słuchawki, w których pobrzmiewa Marcelo Zavros. Podnosisz się po cichu, nie
chcąc obudzić młodszej siostry. Nie wiesz, że ona również nie śpi i obserwuje.
Wychodzisz z pokoju, przymykając
za sobą drzwi. Wchodzisz do kuchni, rolety są zasłonięte. Wstawiasz wodę na
gaz, wyjmujesz kubek, wrzucasz do niego dwie łyżeczki kawy rozpuszczalnej i
cukru. Zalewasz wrzątkiem, stawiasz na stole, który stoi przy oknie. Odsuwasz
krzesło, siadasz na nim, podciągając nogi pod brodę i obserwując naścienny zegar,
który nieubłaganie odmierza twoje ostatnie sekundy. Zastanawiasz się, czy tego
właśnie pragniesz. Analizujesz to, co było i to, co być może po dzisiejszym
ranku. Przypominasz sobie te dwa zachody słońca i waszą rozmowę. Pierwszą, tą
piękniejszą, gdy poprosł cię, byś pokazała mu wszystkie rany i blizny, i gdy
zaczął przepraszać za nie. Za momenty, w których go nie było.
I ten drugi zachód, gdy po twoich
polikach pociekły łzy rozpaczy, a on zostawił cię i odszedł, rzucając na koniec
lekko: „Tak naprawdę nigdy cię nie kochałem”.
Wstajesz, wciąż odwrócona plecami
do zasłoniętego okna. Boisz się, jak potoczy się twoje życie bez niego, całego
twojego świata. Wiesz, że od tego momentu wszystko się zmieni. Odwracasz się
przodem do okna, chwytasz za sznurek. Zaczynasz płakać, to twoja dusza wyje z
bólu, jęcząc „Zostań”. Lecz ty tego nie możesz uczynić. Zbyt wiele razy
zostawałaś, znosząc ból. Kropla czarę przelała. „Koniec” szepczesz i podnosisz
roletę. Czyste światło wdziera się w twe oczy, wlewa się przez źrenice,
zmieniając duszę.
Wiesz, że to koniec. Twoje serce
już nie ma ani blizny. Twe serce znów żyje, oddychasz, krew płynie w żyłach.
Świt.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz