Siedziała, samotna, na skraju polany, zaciągając się raz po raz petem. Nie bała się - wręcz przeciwnie - majtała nogami przewieszonymi przez krawędź spadu. Wiatr targał jej krótkie, nierówne włosy, które zdążyły odrosnąć w przeciągu pół roku tak, że zamiast sięgać jej do ramion, muskały dekolt. Tańczyły naokoło jej twarzy. Pozwalała czasem, by przysłaniały jej widok na las, ale tylko czasem.
Czekała.
Na co czekała? Sama nie była w stanie tego określić. Wiatr dął tym razem w jej plecy, ale bała się obrócić przodem do drogi. Wolała widzieć las. Spokojny, piękny i dziki. Prawie taki jak ona sama, a jednak inny. Dzikość tego miejsca opanowywała ją do cna, jednocześnie wprowadzając w myśli harmonię. Wyrzuciła niedopałek, z paczki wyciągnęła kolejnego papierosa i jednym ruchem nadała mu moc zabijania. Zaciągać się i wypuszczać dym. To tak prosty sposób na samobójstwo.
Usłyszała kroki. Lekkie, ledwo słyszalne, ale jednak do niej dotarły. Pojawiła się.
Nie odwróciła się, tkwiła w jednym miejscu, wpijając wzrok w coś, czego nie mogła dojrzeć z daleka. Nawet kiedy przysiadła koło niej, ta nie odwróciła spojrzenia. Już tak nie działał na nią jej zapach, intensywny, lecz łagodny zarazem. Wtedy był dla niej... tylko ładny. Zapach jak każdy inny. Przestał na nią działać. Odwróciła się w jej stronę. Spojrzała w jej przepełnione bólem oczy i postarała się, by jej własne wypełniły się goryczą.
Odeszła.
Zniknęła w zaroślach, skrywających drogę. Znów skupiła się na lesie. Tak cichym. Tak spokojnym. Tak... przepełnionym ludźmi.
Rozejrzała się, skupiając wzrok zaledwie na kilku twarzach jej bliskich. Na Lunatykującym w Świetle Księżyca, na Dziewczynie Kręcącej Światłem, na Dziewczynie z Kosmosu. I na nim. Na Chłopcu o Dwóch Twarzach, jej ukochanym. Spojrzała w zieleń i brąz jego oczu i zamknęła swoje, kładąc się na trawie. Wiedziała, co oznaczała ich obecność tam. Wreszcie, po piętnastu latach samotności, dane jej było odejść. Dane jej było dołączyć do nich taką, jaką chciała być. Piętnastolatką.
Mimo że miała lat dziewięćdziesiąt pięć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz