Anioły o szarych skrzydłach

Dawno nie śniłam o aniołach.
TO był wyjątkowo długi sen.
Stałam na środku polany, tyle że w miejscu, gdzie zazwyczaj płynie woda, była ziemia porośnięta trawą sięgającą kolan. Wiał wiatr, było szaro, pochmurno. I stałam tam, miałam na sobie białą sukienkę, która kiedyś strasznie mi się podobała. Było chłodno,a oprócz zwiewnego materiału nic nie chroniło mnie przed temperaturą.
Nagle przede mną pojawiła się moja przyjaciółka, która od pięciu lat nie żyje. Uśmiechnęła się do mnie i wskazała coś ponad moim ramieniem. Odwróciłam się, lecz wtem okrążyło mnie kilka osób.
K.
W.
P.
R.
M, która nie żyje.
D.
I wszyscy wyciągnęli do mnie ręce, ale nie mogli mnie dotknąć. Rozejrzałam się i nagle zrozumiałam, dlaczego. Bo byłam osłonięta przez skrzydła. Ich skrzydła.
Każdy z nich miał szare, splamione krwią skrzydła. Nim zdążyłam cokolwiek zrobić, zaczęli krzyczeć, krzykiem ranionych zwierząt. Tak, że nie mogłam się od nich odciąć. Wtedy ostatni z aniołów, który się pojawił, D-anioł wyciągnął nóż. I musiałam patrzeć na śmierć każdej z ukochanych mi osób. Osłona z ich skrzydeł opadała z każdym ciosem tego, który był mi tak ważny. Dotarł do K... ale się zatrzymał. Spojrzał na mnie, cały zapłakany, i zapytał:
"To jego kochasz? Kochasz go?"
Odpowiedziałam: "Tak, tak, kocham go tak, jak kiedyś kochałam Lunatyka."
I wtedy... D zabił siebie. Jego ciało powoli opadło na ziemię, wzbijając tumany kurzu. Leżał tam, w sąsiedztwie tych, których zdążył zabić. Wyglądał, jakby spał. Różnicą było jedynie to, że z jego piersi wystawała rękojeść noża. Zostałam tylko ja i K-anioł, w otoczeniu martwych przyjaciół-aniołów. A jego skrzydła wciąż mnie osłaniały.
Przyciągnął mnie do siebie i ukrył w ramionach, w których w końcu odnalazłam ukojenie.
Dawno nie śniłam o aniołach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Etykiety